"Anubi" napisal wujowi w
...a wuj ograniczy sie do poczatku, bo tam pies pogrzebany:
>> jak odrozniasz prawde od falszu
> Na podstawie zmyslow i ich obserwacji swiata,
Slicznie! A teraz zdradz mi, skad wiesz, ze to,
co nazywasz "obserwacja swiata" odbija w jakis
sensowny sposob strukture tegoz swiata. Czyli:
Na jakiej podstawie wyciagasz, na ten przyklad,
wniosek, ze jesli obiekt zwany wujem odpisuje na
twoje listy i pije z toba piwo, to obiekt zwany
wujem istnieje tak, jak ty istniejesz?
I na jakiej podstawie wyciagasz wniosek, ze jesli
obiekt zwany wujem potwierdza, ze pije piwo, to
to piwo istnieje w tak, jak ty istniejesz?
A jesli nie wyciagasz takich wnioskow, to skad
twoja pewnosc, ze ja mowie o nibystworach, a ty
o prawdziwych stworach? :)))
To co ponizej mozna ciac/ignorowac do woli.
-------------------------------
>>>> prosze o dowod, ze twoj atom albo dinozaur
>>>> istnieje mniej na niby, niz moj Bog.
>>> Moze wuj sobie na wlasne potrzeby zweryfikowac?
>> Moge. I wychodzi mi, ze istnienie dinozaura jest
>> nieporownywalnie mniej pewne, niz istnienie Boga.
>> To samo dotyczy istnienia atomu.
> W jaki sposob?
W zwyczajny. Zauwazam, ze sam istnieje. Zauwazam, ze
moje doznanie istnienia Boga jest wiele blizsze mojemu
doznaniu istnienia siebie, niz moje doznanie istnienia
Anubiego, atomu, klawiatury, czy dinozaura. Zauwazam
tez, ze wcale NIE MUSZE zakladac istnienia atomu, zeby
zbudowac komputer ani NIE MUSZE zakladac istnienia
Anubiego, zeby wypic z nim piwo. I nie musze zakladac
istnienia komputera, zeby uzywac go do rozmowy z Anubim
przez internet. Oraz nie musze zakladac istnienia piwa,
zeby mi smakowalo. Natomiast MUSZE zakladac istnienie
Boga, zeby - na przyklad - miec motywacje do zalozenia
istnienia Anubiego. MUSZE zakladac istnienie Boga, zeby
znalezc liczacy sie dla mnie sens w piciu piwa, ganianiu
za atomami, gadaniu na psr, w zyciu i w smierci. A przy
tym WIEM, ze moje zalozenie istnienia Boga NIE wprowadza
zadnych sprzecznosci w moim modelu swiata, nie utrudnia
mi w niczym zycia, nie jest w najmniejszym konflikcie z
nauka (rowniez z teoria ewolucji, skoro to ewolucyjny
watek) -- wrecz przeciwnie, pozwala mi ono dostrzec w
swiecie relacje pojeciowe, ktore przedtem umykaly mojej
zdogmatyzowanej uwadze naiwnego ateisty :)
No to Bog przechodzi weryfikacje z duzo lepsza ocena,
niz taki komputer. A nawet -- sorki -- niz Anubi.
>> Nie wiem, czy w ogole jest jakis "kazdy".
> Jezeli wuj nie wie, to porzuca zmysly?
A co ma piernik do wiatraka?
Skad ja mam wiedziec, O CZYM mowia mi zmysly? I po co mi
ta wiedza? Wystarczy, zebym wiedzial, jak reagowac na ich
sygnaly. Jak u szympansa w klatce: gdy zapali sie czerwona
lampka, to nacisnij pedal, a dostaniesz banana. Przykro mi,
ale swiat jest tak zbudowany, ze poza odkrycia zwiazkow
typu lampa - pedal - banan NIE DA SIE WYJSC. Cala nauka na
tym polega. TYLKO I WYLACZNIE na badaniu takich zwiazkow.
NIE musze zakladac istnienia klawiatur, lampek, pedalow,
kabli, opiekunow, Anubich, internetu. Wystarczy, ze wiem
co kiedy nacisnac i ze zjem banana. Ktorego to istnienia
nie musze zakladac :)) Wystarczy, ze banana ZJEM.
>> przeprowadz dowod, albo nie mow o wiedzy, tylko o wierze.
> Dlaczego o wierze?
Bo tym sie wiara rozni od wiedzy, ze wiara polega na przyjmowaniu
bez dowodu, a wiedza - na przyjmowaniu na skutek dowodu. Zwykle
bywa tak, ze ZALOZENIA przyjmujemy na wiare, a WNIOSKI z nich
mozemy nazwac wiedza (jesli PAMIETAMY, gdzie sa zalozenia). Gdy
dwoje ludzi ma wspolne zalozenia, to moga mowic o swojej wiedzy
w obszarze pokrytym przez te zalozenia. Gdy dwoje ludzi rozni sie
zalozeniami, to musza (!) mowic o swojej WIERZE. Upieranie sie
jednego z nich przy "wiedzy" jest ciezkim bledem logicznym. Bo
ZALOZEN SIE NIE DA UDOWODNIC w ramach teorii z nich powstalej :))
> Uprzedzam, ze nie ma we mnie bozochciejstwa i potrzeby
> istnienia Boga.
Poszukamy tego z czasem :)
>> sprawdzi w slowniku definicje istnienia
>> Dowodzisz struktury swiata za pomoca slownika?
> Wuj zas by chcial zebysmy sobie stosowali slowa
> dowolnie, pozbawiajac ich definicyjnego sensu?
Wuj wie, ze slowa maja sluzyc mysleniu i komunikacji.
Ale kiedy mowi sie o swiatopogladzie, zwykle sluza
zabobonom i wprowadzaja niebotyczny chaos. Dlatego:
> Wszystko zalezy od tego jak rozumiemy prawde i fantazje
...i dlatego przenioslem na poczatek pytanie wlasnie o to.
>> Z checia dowiem sie od ciebie, jak odrozniasz prawde
>> od falszu i dlaczego tak, a nie inaczej.
> Bo nie potrafie skonstruowac innej logiki niz taka
> oparta o zmysly.
A byles Arystotelesem, ze wiesz, skad sie wziela logika?
To POWAZNE pytanie. Jesli nie wiesz, czym to jesc, to
zajrzyj do mojej rozmowy z Andrzejem tuz obok.
> Prawde od falszu odrozniam sprawdzajac dzialanie w
> rzeczywistosci.
To toczka w toczke tak, jak ja :)))
> Rzeczywistoscia jest dla mnie to co odbieram zmyslami.
A dla mnie rzeczywistoscia jest to, co odbieram.
>> Pokaz mi swoja wiare - nie dowiemy sie z tego, czy
>> ona jest prawdziwa, ale dowiemy sie, kim ty jestes.
> Przeciez wedlug wuja nigdy sie nie dowiemy co jest
> tak naprawde prawdziwe...
I dlatego dowiemy sie tylko, kim dzis jestes :) Dzis.
>>> z czegokolwiek sie tlumaczyc?
>> Bo jesli powiedziales, ze w odroznieniu od ciebie
>> wymyslam sobie nibystwory, a wyjdzie, ze ty sobie
>> tak samo wymyslasz nibystwory, to wypadnie ci cos
>> kulturalnego z tym zrobic :)
> Niczego takiego wuj wedlug wlasnych kryteriow nie
> dowiedzie jezeli nie dowiedzie, ze korzysta z wiedzy
> absolutnej.
A gdzie tam. Mnie wystarczy wykazac, ze pewnosc
istnienia twoich pewnostworow jest taka sama, jak
pewnosc istnienia moich nibystworow. I juz musimy
albo twoje i moje nazywac pewnostworami, albo twoje
i moje nazywac nibystworami. Takie jest zycie...
> Niech wuj zdefiniuje "fair"
Fair w rozmowie jest, jesli od rozmowcy nie wymaga
sie wiecej, niz od siebie samego.
Zdrowko -- wuj niewymagajacy zboj
--
Jarek Dabrowski, http://wujzboj.republika.pl