Kultura wyzsza kompromituje sie cyklicznie, zreszta to czy jest wyzsza czy
nizsza w jej przypadku nie ma znaczenia, bo lezy.
Tym razem skopiemy lezacego przedstawiciela swiata wyzyn kulturalnego
celuloidu, niejakiego Zanussiego (nie mylic z kultura AGD, rowniez koniec
XXw). Oskarzony Krzysztof Z. rzeczywiscie bardzo oddalil sie od ziemi, z
calym jej bolem, cierpieniem i wygorowanymi wymaganiami co do szacunku dla
zycia. Wstapil na wyzyny, ciagnac za reke (chrupalo w kosciach, a echo
nioslo az do Cannes) swa zone, Grocholska Elzbiete.
"Maz nie znosi zadnych prac zwiazanych z natura. Ani nie grabi lisci, ani
nie obiera kartofli - potwierdza Elzbieta Grocholska, zona Krzysztofa
(...)".
Paznokcie tworcy musza byc czyste, zadnych sladow. Brudna robota jest dla
rybakow, rzeznikow i mysliwych. Krzysztof tylko sfilmuje efekt, za to jest
wiecej kasy i moga zaprosic do Magazynu Rzeczpospolitej, do dzialu: danie
zycia. Z cyklu: co jedza znani i lubiani.
"Jedzenie wole filmowac niz przyrzadzac".
No wlasnie. Szczegolnie, jesli sie boi, odczuwa bol i trzeba je patroszyc.
To jest dobry przepis na elokwentne i usmiechniete czyste rece tworcy. A
jaki jest przepis na danie zycia?
"Dorsz iluminowany".
Czyli jakis niezwykly, nieziemski (wodny?), moze wrecz nienaturalny,
nieskalany dorsz... przepis, prosimy...
"Rybe patroszymy".
Tak poprostu?
"Do oczyszczonej..."
A wiec jednak ma byc nieskalana, czysta, kulturalna...
"... wkladamy do srodka 1/4 kostki masla i jedna cytryne pokrojona w
plastry. Rybe zawijamy w
folie i pieczemy".
A co z tymi wypatroszonymi flakami? Pani Grocholska usunie je z pola
widzenia, tak zeby sie w kadr przypadkiem nie dostaly, maz nie znosi
zwiazkow z natura. Miejsce wnetrznosci jest w koszu na smieci. A mnie sie
wydawalo, ze w rybie. Ale ja sie moge mylic, w koncu to Zanussiego
zapraszaja na bankiety...
Zadnych podlych skladnikow na talerzu, niech sie rozsiewa po apartamentach
paryskich zapach przypiekanej szlachetnosci. Niechaj sie kremuje, iluminuje.
"Pamietam czasy wojenne... (...) Najprostsze rzeczy uszlachetnialo sie
ziolami i przyprawami, zeby ukryc ich prymitywne ingrediencje".
Wojna, po takim doswiadczeniu zostaje niesmak do konca zycia. Brak miesa
szlachetnej zwierzyny, nadmiar armatniego. Jest to wyjatkowo dojmujace
doznanie, cos co ustala preferencje kulinarne przyszlych wrazliwych tworcow
kultury na dlugie lata. No i te warzywa, prymitywne substytuty kultury
miesa.
"Jadlo sie ziemniaki i kasze, najtansze warzywo, czyli kapuste."
Tragizm wojny. Ziemniaki, kasza i (tfu) kapusta. W tym tkwi zrodlo
patriotyzmu (wojenka, wojenka) , sila zrywu: zabijmy tego wasatego drania z
grzywka (nie dosc ze parszywy szkop, to jeszcze parszywy wegetarianin),
zbudujmy nowa Polske, dorszem (iluminowanym) plynaca, bez prymitywu obcej
kapusty. Nigdy wiecej wyrzeczen! I kapusty!
"Do tej pory jej nie znosze".
No ale teraz jest wybor. Mozna odsunac od siebie te przykre wspomnienia
wojenne i pokojowo wypatroszyc dorsza, najlepiej rekami zony, albo moze
gosposi (urodzona po wojnie).
"Zona ma talent".
Alez panie Zanussi, to pan ma talent.
"Zona ma talent".
No dobrze. W czym sie ten talent przejawia? Moze niech sama Pani Grocholska
(a groch? groch nie jest prymitywny?) zrelacjonuje:
"...zawsze dbam, zeby kupowac mieso na wsi, a nie w sklepie".
Ojej, to jest prawdziwa ekologia, wyszukana ekologia. Czysta ekologia,
kulturalna ekologia. Kulinarna ekologia. Ekolandia. Jest to talent. Talent
szukania u zrodel, u korzeni. Ci prostaccy rozbieracze mies, z siekiera przy
pienku, w bialoczerwonym kitlu, trzeba ich omijac z daleka. Parchy,
posrednicy. Najlepiej samemu rabac, patroszyc, rwac trzewia, dzielic na
porcje, odrzucac nieczystosci. Pani duzo podrozuje?
"Kiedys w stanie wojennym jechalam samochodem z niemieckim aktorem..."
Niemieckim? Wegetarianinem?
"... z Kazimierza do Warszawy. Pod nogami wiezlismy pocwiartowana krowe".
Matko Przenajswietsza, nie bala sie pani? Kary boskiej...
"Cala droge balam sie, ze jak bedzie wypadek, przyszyja mi noge krowy".
W tym miejscu trudno juz cokolwiek dodac, bo parterowa wysoka kultura duetu
Zanussi-Grocholska zadala sobie cos ostateczny. Znani i lubiani, po lokcie
we krwi (wojenka, wojenka). Iluminowani, wydobyci z pospolitosci punktowym
leflektorkiem, narod czyta z ruchu ich ust. Wzory kultury, punkty
odniesienia. Nie wiadomo, dlaczego slepe i gluche, nie kontaktujace, moze
ogluszone (niegdysiejsze naloty, dzisiejsze sztuczne ognie). Strute
powsciagliwoscia sawuarwiwru, tym rozsadnym zaciskaniem zwieracza w
towarzystwie.
"...ciagle zyje rozdarty miedzy pokusy potraw zony a wymog powsciagliwosci".
Tak, wiemy. Ty sie, rezyser, juz nie odzywaj. Gdybys nie byl tak rozdarty,
nie czulibysmy tego smrodu, ktory sie z twego wnetrza saczy. Przez te szpare
to ci nie kultura wychodzi, tylko niestrawiona do konca ikra jesiotra w
postaci gazowego dowodu rzeczowego.
Kino fizjologicznego niepokoju.
gzyra